2017-05-07 10:26:24 - Pio, Solo
Data meczu: 2017-05-06 17:00:00
Opis meczu
Sokół Rybna – Pychowianka Kraków 2:1
Po dalece niespodziewanej, żeby nie rzec szokującej porażce na własnym boisku z Trzebolem oraz wymęczonym i nieco szczęśliwym zwycięstwie z Błękitnymi Czułówek, Pychowiance przyszło zmierzyć się z teoretycznie najcięższym meczem sezonu, którym powinna być wizyta na boisku lidera w Rybne
Humorów przed meczem nie poprawiała długa lista nieobecnych zawodników. Pomór zwłaszcza w obronie, gdzie nie mogli zagrać Graboń, Lorek i Solak. Jednak bardziej odczuwalny potencjalnie miał być brak „Ukraińskiego Dynamitu” czyli Romana Gavlo oraz Kamila Odrzywołka. Na nadmiar ofensywnych, kreatywnych graczy Trener Zalas raczej nie narzeka a jeden Balicki, któremu bliżej do emerytury niż wieku juniora, mimo świetnej formy wiecznie nie będzie ratować Pychowianki.
Mimo szeregu niesprzyjających okoliczności nastawienie zawodników jak zwykle było bojowe i pełne wiary w siebie. Faktem jest, że Pycho nie w takich opałach się znajdowało i potrafiło sprawiać niespodzianki.
Trener Zalas z konieczności zamieszał składem i wyszliśmy w następującym składzie:
Fabryczewski – Kuzyk, Dyba, Jarzębak, Bartos – Zalas, Mrozek, Rutkowski, Konieczny – Balicki, Góral.
Jak to często w piłce nożnej bywa, mecz zaczął się od przewrotnego scenariusza. Nie dotrwaliśmy nawet do piątej minuty meczu a zawodnicy z Pychowic już zdążyli objąć prowadzenie. Po wrzucie z autu z lewej strony boiska piłkę przedłużył Krzysztof Kuzyk a w polu karnym akcję zamykał Maksymilian Konieczny i przytomnym, precyzyjnym strzałem umieścił piłkę w siatce. 1:0 !!!!.
Trzeba tu wspomnieć, że to kolejny przykład „błogosławieństwa wywiadów” – często zdarza się tak, że kto udzieli wywiadu naszej Klubowej stronie nagle zyskuje skuteczność. Maksiu jest tego najlepszym przykładem – w tej rundzie to już jego trzecia bramka a debiutancki wywiad miał miejsce zaraz przed jej rozpoczęciem.
Chyba nie muszę pisać tego pytania, które teraz zadaje sobie każdy czytający ten tekst – „Kiedy będzie wywiad z Krzysztofem Kuzykiem???”. Ja bym jednak sugerował Koziemu nie korzystanie z magicznych mocy a po prostu powtórzenie wyczynu z 1998 roku z meczu KS Borek – Garbarnia, kiedy to „pychowicki Piszczu” strzelił ostatniego gola w swojej bogatej karierze. Mnie się tam marzy powtórka na dwudziestą rocznicę tej sytuacji.
Trzeba jednak wrócić na boisko i uczciwie oddać, że po niespodziewanej przewadze w pierwszym dziesięciu minutach Sokół szybko zaczął pokazywać, że pozycja lidera nie jest przypadkiem. W tej fazie meczu pierwszy raz błysnął „Faber”, broniąc w sytuacji „sam na sam” z napastnikiem gospodarzy. Pycho jednak nie odstawało od zawodników z Rybnej i również stwarzało realne zagrożenie pod bramką miejscowych. Tomek Rutkowski z wolnego uderzył chytrze i z dobrą siłą ale bramkarz Sokoła stanął na wysokości zadania, chwilę później wydawałoby się idealną sytuację miał Krzysiek Bartos ale uderzenie z siódmego metra pozostawiało wiele do życzenia.
W 30. minucie wydawało się, że musi być remis ale drugą (i zdecydowanie nie ostatnią) świetną interwencją popisał się „Faber”. Sześć minut później kolejna stuprocentowa szansa napastnika Sokoła i ponownie górą Fabryczewski. Trwał koncert naszego bramkarza. Jeszcze chwilę przed przerwą kolejna obrona w wydawałoby się beznadziejnej sytuacji i na przerwę schodziliśmy z jednobramkową przewagą. W dużej mierze dzięki znakomitej postawie Fabera ale i pozostałym zawodnikom nie można było odmówić gry na naprawdę przyzwoitym poziomie. Obrona, mimo dużego momentami naporu, agresywną grą i walecznością przerywała szturmy Sokoła. Agresywnie przerywał akcję przeciwników „Kozi”, o dziwo żwawy, chętny do gry był Dyba i wiele było z niego pożytku w defensywie. Jak zwykle dobrze ustawiał się Jarzębak i gdy trzeba było wyjaśniał sytuację. Nie zawodził na nietypowej dla siebie pozycji Bartos. Pomocnicy walczyli o każdy centymetr boiska ale ich zadania były bardzo utrudnione ze względu na niewielkie boisko, duże zagęszczenie środkowej strefy boiska i ciężką, pełną kałuż murawę. Jedynie napastnicy pozostawali niewidoczni ale trzeba uczciwie przyznać, że rzadko kiedy otrzymywali dokładne piłki od kolegów.
Z rozbudzonymi nadziejami czekaliśmy na drugą połowę ale niestety okazało się, że to co najlepsze Pycho zaprezentowało w pierwszych czterdziestu pięciu minutach.
Już w drugiej minucie po przerwie MUSIAŁ BYĆ REMIS. Jednak, to co przed przerwą można było nazwać koncertem Fabera, teraz weszło poziom wyżej. Precyzyjny strzał napastnika gospodarzy, dodatkowo z bliskiej odległości i zza kilku obrońców Pychowianki. Nasz golkiper futbolówkę musiał zobaczyć w ostatnim momencie. Cała ławka rezerwowych, na czele z Trenerem Zalasem, już zdążyła się pogodzić ze stratą bramki ale jednak Faber w sobie tylko znany sposób sięgnął piłki, wprawiając w osłupienie nawet zawodników drużyny przeciwnej.
Dwie minuty później znowu wielkie nerwy, gdyż wydawało się, że zawodnik Sokoła był faulowany przez Andrzeja Jarzębaka w sytuacji sam na sam. To mogło oznaczać rzut karny dla miejscowych i „czerwień” dla nomen omen Red – a. Przyznam szczerze, że z perspektywy ławki byliśmy pewni, że sędzia Piotr Kaczmarek wskaże na „wapno” i wyjmie „asa kier”. Ku naszemu zdziwieniu z kieszeni arbitra wyjęta została kartka żółta i pokazana napastnikowi z Rybnej. Jednak, jak zgodnie stwierdzili po meczu główni aktorzy tego widowiska, była to decyzja słuszna, czego potwierdzeniem również to, że protesty miejscowych nie były specjalnie przekonujące i widać było, że sami mają duże wątpliwości co do ewentualnej jedenastki.
Po tej sytuacji mogło zacząć się wydawać, że tego dnia Pychowianki po prostu nie może spotkać nic złego. Niestety, rzeczywistość szybko zweryfikowała takie nadzieje. Najpierw w starciu z przeciwnikiem bliźniaczej do kontuzji Jerzego Lorka z ostatniego meczu doznaje Kuzyk. Chwilę później Faber jest już bez szans po strzale głową i sytuacja zaczyna się robić nieciekawa, jest 1:1. Zaraz po wyrównującej bramce ratuje nas słupek i wszyscy zaczęli zdawać sobie sprawę, że wywiezienie remisu z terenu lidera będzie zadaniem bardzo trudnym. Pamiętając jednak o bardzo dobrych fragmentach pierwszej połowy wcale nie niemożliwym. Gdy wydawało się, że zawodnicy z Krakowa otrząsnęli się po szturmie Sokoła i gra się wyrówna wydarzyło się coś, co naprawdę zdarza się raz na kilka (jeśli nie kilkaset) tysięcy meczów…
W 65. minucie grę od własnej bramki, wykopem z ręki, wznowił bramkarz Sokoła. Jako, że boisko w Rybnej do największych nie należy a golkiper włożył w ten wykop sporo siły piłka zbliżała się w okolicę naszego pola karnego i wszyscy oczekiwali, że odbije się ona od murawy i bezpiecznie trafi w ręce Fabera. Stało się niestety tylko to pierwsze…
Futbolówka dostała poślizgu na pełnej wody murawie, mocno podskoczyła i przelobowała naszego bramkarza lądując w siatce mimo rozpaczliwej próby naprawienia błędu przez Fabryczewskiego. Istne kuriozum, znane wszystkim kibicom z meczu Polska – Kolumbia czy niesławnego występu Artura Boruca pokonanego przez Asmira Begovicia. Tym samym przegrywamy 1:2.
Piłka nie jest sprawiedliwa. To stare i wyświechtane porzekadło tym razem znowu pokazało swoją wielką moc. Zdecydowanie najlepszy zawodnik Pychowianki w tym meczu, dzięki któremu przez długi czas utrzymywaliśmy korzystny wynik, popełnił straszny i brzemienny w skutkach błąd.
Tak naprawdę, po tym golu właściwie spotkanie się skończyło. Ostatnie dwadzieścia pięć minut upłynęło pod znakiem bardzo rozważnej gry Sokoła, który nie stwarzał może klarownych sytuacji ale również skutecznie trzymał Pychowiankę z dala od własnej bramki. Jedyny moment, w którym Kibice Pycho mogli mieć nadzieję na zmianę wyniku była sytuacja, po której Balicki trafił do siatki ale niestety z dość wyraźnego spalonego.
Podsumowując sobotni mecz, chciałbym napisać, że jak na B klasowe standardy, dodatkowo biorąc pod uwagę okoliczności majowego weekendu, które skutkowały licznymi absencjami oraz mocno sfatygowane deszczem boisko, oglądnęliśmy moim skromnym zdaniem, naprawdę dobre widowisko.
Widać było nieco większą piłkarską jakość zawodników lidera ale Pychowianka postawiła naprawdę ciężkie warunki i pozostaje nam się cieszyć, że ze zdecydowanym faworytem do awansu pozostajemy z korzystnym bilansem, gdyż w rundzie jesiennej udało się przy Tynieckiej wygrać 2:0.
[s]
Relacja na żywo
Komentarze
0:1 M.Konieczny 3 min
1:1 51 min
2:1 68 minPychowianka:
(55 min M.Kozłowski)
(70 min M.Pilch)Widzów:
