baner
Nr konta bankowego: 32 1090 1665 0000 0001 3140 2240
Strefa członkowska
2012-12-24 09:50:36 - DZ, kuba

Świątecznie z ekstraklasowym arbitrem i czlonkiem Pychowianki Sebastianem Muchą

Tuż przed Świętami porozmawialiśmy z Sebastianem Muchą. Mało kto wie, że ekstraklasowy sędzia, asystent Tomasza Musiała, jest współzałożycielem Pychowianki !.
Członek najlepszej wg. piłkarzy "ekipy sędziowskie" z ekstraklasy, opowiada nam dziś na pytania o swojej karierze, Pychowiance i jak to....bez butów chodził...

Witaj Sebastian...choć może powinniśmy się zwracać "panie Sebastianie", bo czy godzi się tak do najsławniejszego człowieka Pychowianki "per Ty" ?
 
Witam wszystkich sympatyków PYCHOWIANKI. Oczywiście dla wszystkich dalej jestem zwykłym Sebastianem, a dla wtajemniczonych (to Ci z długimi brodami i wąsami, pamiętającymi pradawne czasy) po prostu Sebolą (czy EBOLA to, aż tak złośliwy wirus?) [śmiech]
A tak poważnie to nic w tym temacie się nie zmienia – dalej jestem normalnym człowiekiem, nie wymagającym specjalnego tytułowania i mam nadzieję, że żadnym zachowaniem nie stwarzam pozorów na zewnątrz, jakoby miało być inaczej
 
Niemal 10 lat temu pomagałeś założyć Pychowiankę. Czy spodziewałeś się, że zajdziesz tak daleko w karierze sędziowskiej ? Przecież bycie w polskiej elicie arbitrów to spory sukces?

To było moje marzenie – odkąd po wielu latach gry w piłkę nożną na wszystkich szczeblach młodzieżowych i juniorskich – podjąłem decyzję, że jestem zbyt słabym piłkarzem, żeby hobby stało się moim zawodem i raczej nie osiągnę poziomu Ekstraklasy jako piłkarz – stwierdziłem, że muszę się tam dostać inną drogą.
Poza tym, gdy po rozpoczęciu studiów przestałem być w surowym reżimie treningów piłkarskich (średnio 4 razy w tygodniu + mecz) po prostu zaczęło mi piłki nożnej brakować.

Taki awans wymagał zapewne wielu wyrzeczeń ?


Oj to historia trwająca już 15 lat (zaczynałem sędziować w 1997 roku), więc trudno tak streścić wszystko w paru słowach. Na początku na pewno całe sędziowanie miało charakter rekreacyjny (mecze tylko w weekendy, z reguły w bliskich odległościach, 2 razy w roku egzaminy kondycyjne i pisemne i tyle). Do egzaminów kondycyjnych przygotowania też miały raczej amatorski charakter, wiadomo przepisy gry w piłkę nożną - kto jak kto, ale sędzia musi znać [śmiech]. Kiedyś po prostu łatwo było to wszystko pogodzić z życiem rodzinnym, pracą, a nawet i dla znajomych zostawała masa czasu. Obecnie mój standardowy dzień tygodnia zaczynam o 5.30 i po krótkiej kosmetyce udaję się na pobliską bieżnię na około godzinny trening, później szybki prysznic, śniadanie, odwiezienie córki Natalki do żłobka i stawiam się w pracy. Po pracy pędzę do domu, żeby jak najwięcej czasu poświęcić rodzinie – choć zazwyczaj jest to już późny wieczór. Wieczorem jeszcze jakieś krótkie ćwiczenia stretchingowe/siłowe i można spokojnie zasnąć. I tak 4 razy w tygodniu – a w weekend sędziuję mecz (nawet jak nie jadę na Ekstraklasę, to jest to albo 1 liga albo niższe klasy rozgrywkowe).
Niestety nie zaproponowano mi kontraktu zawodowego wobec czego nie mogę zrezygnować z pracy, a z braku czasu muszę dość często odpuścić spotkania ze znajomymi, wiele znajomości niestety zaniedbuję.
Wszystkich przyjaciół, znajomych chciałbym w tym miejscu za to przeprosić.

 
Jak trafiłeś do Pychowianki ?


Podczas którejś  z kolei partii sieciowej w Medal Of Honour – mój kuzyn - obecny Prezes PYCHO – Łukasz Górecki stwierdził, że chętnie zapisałby się do jakiegoś klubu piłkarskiego, żeby móc pograć w piłkę nożną w jakiejś niskiej klasie rozgrywkowej. Chodziło o rywalizację, a nie tylko grę podwórkową – no i o zdrowie, żeby nie ślęczeć tylko przed komputerem. Dużą stratą czasu byłby dojazd na treningi do innego klubu – brak byłoby też takiego prawdziwego utożsamiania się z klubem, z którym nie czuje się żadnej więzi. Z racji charakteru studiów zaproponowałem więc pomoc od strony prawnej w rejestracji i zorganizowaniu klubu piłkarskiego. Razem z Łukaszem stwierdziliśmy, że nie ma nic do stracenia i dlaczego nie spróbować. Łukasz szybko znalazł osoby chętne do współpracy w tym przedsięwzięciu, osoby chętne poświęcić swój własny czas w imię reaktywacji Pychowianki. Dalszą historię to już by musiał opowiedzieć Pan – Panie Redaktorze – bo był Pan razem Łukaszem Góreckim i Marcinem Wojasem jednym z motorów napędowych projektu PYCHOWIANKA.  

Przygoda ze sportem, to nie tylko sędziowanie ?


Tak, to nie tylko sędziowanie – ale zawsze ta przygoda wiązała się z piłką nożną. Bodajże od 8 roku życia trenowałem i grałem w piłkę w drużynach młodzieżowych ZAGŁĘBIA LUBIN – już w Lubinie rozpocząłem przygodę z gwizdkiem. Po przyjściu na studia do Krakowa – niestety przez pierwsze lata granie w piłkę i równoczesne sędziowanie było zabronione - więc przygodę piłkarza kontynuowałem reprezentując Uniwersytet Jagielloński w rozgrywkach międzyuczelnianych, Mistrzostwach Polski Uczelni Wyższych i turniejach międzynarodowych (co roku wyjazd do holenderskiego Enschede). Jak tylko pozwolono grać w piłkę i jednocześnie sędziować, próbowałem swych sił w PYCHOWIANCE, jako zawodnik, niestety raczej z mizernym już skutkiem – więc trzeba było sobie odpuścić kopanie [śmiech]
 

No właśnie nie każdy przecież wie, że udzieliłeś wielkiej pomocy w jej założeniu, byłeś nie tylko zawodnikiem, ale trenerem, członkiem Komisji Rewizyjnej....? Jak wspominasz przygodę z naszym Klubem.


Pychowianka to nie tylko Klub. To styl życia, to wiele szczytnych akcji, mnóstwo inicjatyw, to sposób na pasję. Udało się zorganizować coś więcej niż tylko grupę ludzi zainteresowanych piłką nożną. To wielki sukces tych wszystkich, którzy nie patrząc na swój interes, nie oczekując korzyści – poświęcają swój prywatny czas, żeby to wszystko było zorganizowane w miarę możliwości profesjonalnie. A ja przez moment starałem się być częścią tego wszystkiego, miałem zaszczyt być członkiem Komisji Rewizyjnej, przez jedną rundę nawet trenerem. Niestety po wspięciu się na wyższy szczebel sędziowski musiałem się zobowiązać, iż nie będę ani pracownikiem, ani działaczem społecznym jakiegokolwiek klubu posiadającego sekcję piłki nożnej. Stąd mój rozbrat z Pychowianką, choć nie ukrywam też, że brak mi by było obecnie czasu na bieżące uczestniczenie w życiu Klubu.   
 
A kiedy pojawił się pomysł bycia rozjemcą ?


Tutaj pomysłu nie musiałem szukać zbyt daleko. [śmiech] Mój tato był i w dalszym ciągu jest sędzią piłkarskim. Na bieżąco mogłem od podstaw przyglądać się, jak wygląda hobby zwane sędziowaniem. Jak długo jednak starczało sił i umiejętności starałem się zostać piłkarzem. W pewnym momencie popatrzyłem w lustro i odpuściłem karierę kopacza [śmiech].
 
Sędzia asystent, tak to się chyba określa, jeżeli nie, to popraw mnie. Dlaczego nie główny arbiter ?


Jak zaczynałem sędziować nie było jeszcze takiego ścisłego podziału kwalifikacji na sędziego głównego i sędziego asystenta. Rozwijałem swoją przygodę z gwizdkiem jako sędzia główny, a jako asystent już w 13 swoim meczu sędziowałem na linii I ligę……. kobiet [śmiech], w wieku 19 lat zadebiutowałem na II lidze w Bydgoszczy – też jako sędzia liniowy (tak wtedy się określało sędziego bocznego – dziś nazywamy go sędzią asystentem, chcąc podkreślić iż w znacznie większym stopniu niż kiedyś pomaga/asystuje w podejmowaniu decyzji sędziemu głównemu). Dość szybko poznałem smak piłki nożnej na wyższym poziomie jako sędzia z chorągiewką, bo nie było w tym aspekcie żadnych ograniczeń (do pewnego szczebla rozgrywek to sędzia główny bez żadnych ograniczeń dobiera sobie sędziów asystentów). Jako sędzia główny natomiast trzeba się piąć od najniższej klasy rozgrywkowej z możliwym awansem co do zasady raz do roku, w wyjątkowych okolicznościach raz na pół roku. Ja w swojej karierze jako sędzia główny doszedłem do 4 ligi, w której sędziowałem przez 7 lat. Skoro nie udało się awansować wyżej – poświęciłem się rozwojowi kariery jako sędzia asystent. Obecnie i FIFA i PZPN ściśle rozdzielają funkcje sędziego głównego i asystenta, stawiając na wysoką specjalizację osobno dla każdego z tych rodzajów sędziów. Na naszym podwórku – sędzia asystent I grupy szczebla centralnego, którym obecnie jestem – może sędziować maksymalnie 4 ligę jako główny. Kiedyś sędziowie główni z 2, 3 ligi jeździli jako sędziowie liniowi na 1 ligę (nie było wtedy jeszcze Ekstraklasy) – dzisiaj jest to niemożliwe.   
 

Nim trafiłeś na "salony", zaczynałeś od najniższych lig. Trudno się przebić na wyżyny. Co jest potrzebne, by dojść tak daleko, jak Ty ?


Dużo samozaparcia i jak najmniej patrzenia na hobby zwane sędziowaniem przez pryzmat pieniędzy. W niższych ligach za sędziowanie otrzymuje się niewielkie kwoty i niejednokrotnie z dalszych wyjazdów wychodzi się wręcz na zero. Trzeba to po prostu lubić. Wiem, wiem, jak można lubić wyzwiska, obelgi piłkarzy itd…… nie mam pojęcia, ja tego Wam nie wytłumaczę [śmiech]. Od pewnego szczebla trzeba zmienić podejście na w pełni profesjonalne – treningi, szkolenia, własne obserwacje meczów pod kątem sędziowania, zdrowy tryb życia (trochę zdrowszy niż na studiach) [śmiech] itd.
 
"Układy, układziki", to dalej funkcjonuje w środowisku sędziowskim ?
Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie – teraz na pewno nie ma to jednak charakteru finansowego. Bardzo dobrze, że pieniędzmi się teraz nic już nie załatwi. Ale na awans składają się wyniki egzaminów i oceny praktyczne z meczów (czyli sławetni obserwatorzy, którzy są wyrocznią i oceniają sędziów bez żadnych praktycznie możliwości odwołania od ich oceny). Niestety w niższych ligach praktycznie nie ma żadnych możliwości obrony dla sędziego i tu działają sympatie i antypatie na linii sędzia-obserwator, które mają znaczny wpływ na awans lub spadek sędziego. Na szczeblu centralnym - od ostatniego roku – z powodzeniem wdrażany jest obowiązujący w UEFIE I FIFE dodatkowy (oprócz zwykłych obserwatorów) system sędziów telewizyjnych (oceniają na podstawie materiału video tak jak obserwatorzy na meczu) + system „Arkuszy samooceny” wypełnianych przez samych sędziów po meczu, też po analizie własnych sytuacji na video. Ma to jak najbardziej zobiektywizować ocenę sędziego i oddzielić czynniki subiektywne. Wydaje mi się, że to skuteczna droga – choć w niższych klasach rozgrywkowych niemożliwa do zrealizowania z uwagi na brak lub jak już jest to słabej jakości zapis video z meczu.  
 

Sędzia musi mieć chyba mocny charakter.....?


Bez tego szkoda w ogóle zaczynać sędziować.


I mocną psychikę....zawsze "sędzia ch...". Nieważne jak sędziuje. Ciężko chyba przywyknąć do takich inwektyw, zwłaszcza na początku przygody z gwizdaniem.. ?


Obecnie takie okrzyki to dla mnie młyn na wodę. Pozwalają mi się bardziej skupić, mobilizują, jak głośna muzyka. Na początku przeżywało się każdą podjętą decyzję, najgorzej jak się wiedziało o swoim błędzie i wtedy słyszało się takie okrzyki. Ale sam okrzyki z przekleństwami, obrażanie rodziców, rodziny to nic przy tak zwanych psychologicznych próbach wpływów na decyzje. Pamiętam, jak sędziując jakiś mecz niskiej ligi jako asystent, biegając po linii miałem bezpośrednio za sobą kibiców gospodarzy nie oddzielonych zupełnie żadnym ogrodzeniem. Spożywali alkohol siedząc na ławce bezpośrednio za moimi plecami i głośno komentowali z niezadowoleniem każdą podjętą decyzję. W końcu po pokazanym spalonym słyszę brzęk szkła rozbijanego o drewnianą ławkę i słowa: „Ja mu zapi…….” Piłka tymczasem została zagrana i trzeba było skupiać się na grze, a nie oglądać za siebie. Dobrze, że nie doszło od słów do czynów i ktoś krewkiego kibica tam powstrzymał  słowami: „Józek, k…a tam było przecież jeszcze na dnie” – Józek ewidentnie wówczas zainteresował się niepowetowaną stratą elokwentnie komentując całą zaistniałą sytuację: „O ja p….lę”

Z weselszych sytuacji: KIBIC „Idę po widły to może się ten na środku ogarnie” KIBIC 2 „Weź jeszcze bronę, zarzuci się mu na plecy to może sklep rolniczy otworzy i nie będzie już sędziował”   
 

Wyższe ligi, to chyba wyższa kultura, wśród zawodników, działaczy, kibiców ?


Tak o wiele wyższa o czym możecie się przekonać oglądając ostatnio wyemitowany na stacji CANAL+ materiał mający pokazać właśnie ten kontrast.
(Na podsłuchu sędzia Tomasz Musiał cz.1 cz. 2 - przyp. red.)
Ale wyższe ligi to też o wiele wyższa presja, i to nie tylko spowodowana kamerami, ale też wyrafinowanymi (bardzo inteligentnymi) zagrywkami działaczy, piłkarzy, czy trenerów pokroju Probierz, Zieliński, Skorża. Oni na co dzień obcują z kamerami – wiedzą kiedy i jak się mogą odezwać i robią to zazwyczaj w sposób kulturalny, ale bardzo deprecjonujący umiejętności przeciwnika - w tym wypadku sędziego. Choć emocje też wchodzą w grę i czasami usłyszy się coś ostrzejszego.  
 

Czułeś się kiedyś zagrożony ?. Sędziowanie w niższych ligach, to chyba ciężki kawałek chleba ?


Oprócz sytuacji opisanej wyżej miałem bodajże jeszcze tylko jedną sytuację, gdy w obronie sędziego głównego połamałem drzewiec chorągiewki na głowie zawodnika drużyny gości – a miałem takie ładne, klasyczne chorągiewki z drewnianymi rączkami z wytłaczanym uchwytem [śmiech]. Po całym zdarzeniu działacze drużyny gospodarzy na szczęście szybko zapanowali nad sytuacją, bo mieliśmy przeciwko sobie już pół drużyny gości.
Natomiast nigdy nie zdarzyła mi się konieczność wyjazdu z klubu pod eskortą Policji – a mam kolegów, którzy kilkakrotnie musieli korzystać z pomocy tej instytucji.

 
Korupcja w niższych ligach....Pół świniaka za zwycięstwo, lub kilka litrów bimbru ;). Zdażały się propozycje ?


W dawnych czasach propozycji było co niemiara – ale rzadko tak oficjalnie przedstawiane. Zazwyczaj było to w charakterze – Panie sędzio u nas sponsorem jest producent butów, więc za dobre sędziowanie będziemy mieli taki drobny suwenir po meczu – jaki Pan nosi rozmiar buta? Zazwyczaj obracało się to w żart typu – „dobre sędziowanie, czyli rozumiem że ma być 0-3 dla gości” i już nikt po meczu się nie pojawiał.
Teraz na szczęście nie spotykam się z takimi głupimi propozycjami – chyba rozmach działań prokuratury skutecznie przestraszył też działaczy z niższych lig i każdy wie, że wszędzie i do wszystkich można dotrzeć.
 

Ktoś niedawno stwierdził, że "gdyby piłkarze z ekstraklasy, prezentowali takie zaangażowanie, jak Ci, grający w najniższych ligach i to za darmo, to polska piłka byłaby znacznie wyżej". Podzielasz tą tezę ?


To fakt, nasi piłkarze są nad wyraz rozpieszczeni. I to nie tylko finansowo. Dla nich pobyt w klubie w ciągu dnia oscylujący koło 8 godzin to skandal. Po co 2 treningi dziennie, po co wspólny obiad – lepiej polansować się w galerii handlowej. Dla nich jest to niepojęte – chętnie bym wysłał jednego lub drugiego choć na tydzień do 8-godzinnej codziennej pracy, aby nabrali szacunku – chociażby do kibiców, którzy wydają ciężko zarobione pieniądze na bilet na mecz, a później muszą się wstydzić. Oczywiście jak wszędzie to generalizowanie i są piłkarze, którzy zamiast grać na Playstation uczą się języków, które mogą im się przydać w przyszłości, ale tacy na pewno są w mniejszości.

 
Zabawnych sytuacji w karierze sędziego, jest pewnie wiele. Jako, że czas Świąt, czytelnikom należy sie wytchnienie i relaks, przytoczysz jakieś anegdoty ???


Ciężko tak z marszu coś sobie przypomnieć – lepszym ku temu klimatem są długie wieczory, przy ogniskach PYCHO, jak za dawnych czasów na Skałkach [śmiech]. Ale chociaż jedną sobie muszę przypomnieć:  Stoimy w tunelu na Polonii Warszawa – telewizja jak zwykle wszystkich denerwuje, bo to ona daje sygnał na wyjście z tunelu. Jak zwykle kazali się zebrać za wcześnie, a później z 5 minut czekamy w tunelu, aż puszczą reklamy. Zawodnicy są rozdrażnieni, bo stygną po rozgrzewce i w końcu Łukasz Trałka mówi do sędziego głównego: Tomka Musiała: „Panie sędzio – idziemy stąd, będą musieli nas zawołać, bo bez nas nie zaczną!”
Tomek Musiał: „Bez nas już zaczęli… w Bełchatowie” [śmiech]
 

No właśnie sędzia nie ma łatwego życia. Wiecznie "pokrzywdzeni" piłkarze, ostrzy obserwatorzy, wredni kibole i nawet pielgrzymi przeciwko Wam ;) ???


Na szczęście o tej sytuacji mogę opowiadać teraz z humorem, bo tak się dalej potoczyły losy i nie miała ona wpływu na moją karierę, a przede wszystkim karierę Tomka Musiała, z którym jeżdżę jako asystent na Ekstraklasę. Jechaliśmy na debiut Tomka Musiała w Ekstraklasie do Bełchatowa – wyobraźcie sobie spełnienie marzeń po kilkunastu latach kariery sędziowskiej – w końcu top level – przygotowania do wyjazdu trwały chyba z tydzień, wszystko dopięte na ostatni guzik. Wyjechaliśmy do Bełchatowa 6 godzin przed meczem – 2h przed meczem mamy obowiązek być na stadionie. Spokojnie 2-3h na dojazd – 1h w zapasie.  A4 jechało się spokojnie – jednak zaraz po zjeździe usłyszeliśmy na CB informację, że nagle na „Gierkówce” pojawił się duży korek na wysokości Dąbrowy Górniczej i później jeszcze w Siewierzu, no ale tam to już tradycyjnie. Postanowiliśmy to objechać przez Tarnowskie Góry – przejazd przez śląskie miasta, mnóstwo świateł już kosztował nas trochę czasu, ale mieliśmy zapas – zaraz jednak po wyjeździe ze Śląska na wąskiej drodze, gdzie ruch w obu kierunkach - trafiamy na kolejny korek – tak to te sławetne pielgrzymki – prosimy na CB, żeby nas puścili – ale nie wszyscy mają CB i zajeżdżają na drogę, dodatkowo puszczono ruch z naprzeciwka. Niestety do czoła pielgrzymki jest około 2km i dodatkowo nie prowadzi jej Policja tylko harcerze, więc pomoc policji w przeprowadzeniu odpada. Decydujemy się więc na ominięcie tego bocznymi drogami, niekiedy szutrowymi i tam uszkadzamy samochód – nie ma szans, abyśmy zdążyli na mecz, na nasz tak długo wyczekiwany debiut. Nie muszę chyba opisywać jaka atmosfera panowała wtedy w samochodzie.  

 
"Na podsluchu" - program Canal+ , przybliża Waszą pracę. Najpierw Siejewicz, potem Musiał i spółka. Myslisz, że takie programy są potrzebne. Ułatwią Wam pracę, dadzą zrozumienie u widzów i zawodników ?


Oczywiście, przede wszystkim ocieplają wizerunek sędziego, mocno nadwyrężony po aferze korupcyjnej. Pokazują nasz stres, naszą współpracę, nasze nerwy, naszą koncentrację przed meczem, a nie tylko nasze błędy. Pokazują, że jesteśmy tylko ludźmi i jak ktoś przy tym wszystkim nie jest za bardzo bufonem zapatrzonym w siebie, o przeroście ambicji itp. to zawsze w telewizji wypadnie „ludzko”. Na szczęście mam tą przyjemność, że ludzie z którymi współpracuję są normalni. Tomkowi Musiałowi, Sebastianowi Krasnemu, Grześkowi Jabłońskiemu, Robertowi Marciniakowi i innym przede wszystkim nie uderzyło do głowy, nie „gwiazdorzą” [śmiech]. Jakub Ślusarski –mimo zawodu lekarza, bycia na tym szczeblu sędzią asystentem też nie jest zadufany w sobie i jest jak najbardziej normalny. Nawet poseł Tomasz Garbowski, z którym raz na jakiś czas zdarza mi się sędziować Ekstraklasę, mimo że jest już posłem na Sejm drugą kadencję – nie tworzy wokół siebie jakiejś sztucznej bariery niedostępności.
   

Przybliż proszę Czytelnikom, jak wygląda "dzień meczowy" sędziego. Jakie macie obowiązki, bo to nie tylko bieganie z gwizdkiem.....


Dzień meczowy… hmmm…. po sławetnej wpadce z Bełchatowem – zazwyczaj jesteśmy na miejscu dzień przed meczem – więc po większym śniadaniu (to podstawowy posiłek) udajemy się na jakiś spacer, ewentualnie relaksujemy się w hotelu, jeśli mecz jest przed południem i nie ma czasu na dalsze wypady. Na mecz musimy się stawić 2h przed jego rozpoczęciem, żeby sprawdzić dokładnie pole gry, uczestniczyć w odprawie przedmeczowej z delegatem (to nie obserwator – delegat dba o bezpieczeństwo i sprawne przeprowadzenie zawodów od strony kibiców, organizatora zawodów itp.), kierownikami drużyn, realizatorem transmisji, czasami też obserwatorem meczu. Po odprawie mamy czas na przebranie się, sprawdzenie i założenie tych wszystkich systemów komunikacji, rozgrzewkę, w końcu na spokojną koncentrację przed wyjściem na mecz. Bezpośrednio po meczu wychodzimy na rozbieganie, jest to czas kiedy trzeba ochłonąć, zrzucić z siebie całe napięcie, stres. Po powrocie do szatni najczęściej kąpiemy się i po tym następuje omówienie zawodów z obserwatorem, mamy też wówczas dostęp do zapisu video, który otrzymujemy zaraz po meczu od realizatora transmisji. Później albo czeka nas bezpośrednia podróż do Krakowa, albo wracamy na nocleg do hotelu.
Jeśli chodzi o posiłki to staramy się jeść maksymalnie 3h przed meczem – później już raczej napoje izotoniczne, niestety też kawa, co akurat nie jest najlepszym rozwiązaniem dla organizmu. Po meczu w zasadzie trzeba zjeść posiłek wysoko-węglowodanowy, w naszym przypadku zazwyczaj jest to czasami nawet dopiero 2-3h po meczu, bo „na zmęczeniu” nie mamy apetytu.     

 
I totalna abstynencja, tak przynajmniej głosi przepis ?


Ani dzień przed, ani w dniu zawodów nie ma możliwości spożywania alkoholu. Na co dzień natomiast to wybór każdego z nas – czy chcemy wydłużyć sobie czas regeneracji organizmu po ciężkich treningach, meczu. Na pewno alkohol nie jest wskazany, ale jesteśmy tylko ludźmi i czasami trzeba w jakiś sposób zrzucić z siebie cały ten stres. Jeśli więc alkohol to tylko w rozsądnych rozmiarach.
Co innego jest w przypadku sędziów zawodowych, a takim jest Tomek Musiał – on ma w kontrakcie zapisany bezwzględny zakaz spożywania alkoholu na co dzień.

 
Zawodowstwo wśród sędziów. To dobry pomysł ?. Wielu z Was ma pracę, pojawia się problem, czy sędziowanie ma być tylko hobby, dodatkiem do życia, czy stać się głównym źródłem dochodu....To chyba nie jest łatwa decyzja ?


Nigdy przejście na zawodowstwo nie będzie łatwą decyzją, bo nie daje pewności zatrudnienia. Kontrakt podpisywany jest na czas określony, jest w nim zapisane mnóstwo przyczyn, które umożliwiają jego rozwiązanie ze skutkiem natychmiastowym. Dodatkowo dochodzi element kontuzji itp. Dla niektórych jest to duży skok finansowy w stosunku do obecnie wykonywanej pracy i wówczas podjęcie takiej decyzji na pewno jest łatwiejsze. Dla mnie niestety nie byłby to aż taki skok i w przypadku propozycji przejścia na zawodowstwo musiałbym poważnie się zastanowić. Z jednej strony nie ma lepszej sytuacji, jak hobby staje się Twoim zawodem i zarabiasz na życie, robiąc to, co lubisz. Z drugiej strony człowiek ma zobowiązania, kredyty, rodzinę, której należy zapewnić pewność, jakąś stabilizację.
 

Tym "zawodowym" chyba lżej w życiu sędziowskim ?


Na pewno mają więcej czasu na przygotowanie się do zawodów, odnowę biologiczną. Nie muszą przejmować się problemami w pracy, jadą na mecz z czystym umysłem. Mają też więcej czasu dla rodziny, która zazwyczaj jest największym wsparciem w przypadku niepowodzeń, złej prasy, niesłusznych oskarżeń o błędy itd. Dla mnie mecz kończy się w niedzielę, a w poniedziałek muszę zająć się problemami w pracy, a nie tym co było wczoraj.
 

Tomek Musiał ( wraz ze swoją ekipą ). to zdaniem wielu, najlepsi sędziowie w Polsce, potwierdzasz ?. Twoja pierwsza trójka arbitrow to....?


Proszę o inny zestaw pytań [śmiech]
Tomek Musiał, Szymon Marciniak, Hubert Siejewicz, Paweł Raczkowski to sędziowie, których styl sędziowania lubię. Tomek ma tę przewagę, że nie jest jeszcze tak bardzo skażony nowinkami FIFY i UEFY, które w większości nam po prostu nie odpowiadają. Niestety będzie musiał z czasem się do nich dostosować. Hasło Coliny: „Nie chcemy złamanych nóg” jest jak najbardziej słuszne, ale ja osobiście uważam, że przerodziło się w postanowieniach UEFY w zbyt drobiazgowe sędziowanie – to zabija piłkę nożną.

 
Relacje sędzia-piłkarz...Takie programy jak "Na podsłuchu", uświadamiają, że jesteście nieraz z zawodnikami znajomymi, kumplami, to pomaga czy przeszkadza w prowadzeniu zawodów ?


I pomaga i przeszkadza. Pomaga w utrzymaniu dyscypliny na boisku, wiesz koledze ciężko przechodzą przez gardła inwektywy na Twój temat….. oczywiście żartuję, aż tak ostro nie jest. Ale ciężej jest krytykować znajomego – poza tym, jak kolega ma autorytet w swojej drużynie to potrafi też przypilnować zawodników ze swojej drużyny i nastawić pozytywnie do sędziego. Przeszkadza, bo trzeba wyłączyć znajomości przy wyjściu na boisko i traktować wszystkich równo. Starej daty sędziowie zawsze nam powtarzali: „Na boisku nie ma kolegów” i coś w tym jest. Cały czas pracujemy nad tym, aby w żadnej chwili meczu przez myśl nie przeszło stwierdzenie, a mu odpuszczę, bo go znam. Znacznie ciężej w takich tematach jest sędziemu głównemu, bo bardzo ocenne i często subiektywne jest udzielanie kar indywidualnych (żółtych i czerwonych kartek) i tutaj sumienie może wpłynąć na decyzję. W przypadku sędziów asystentów, głównym zadaniem jest ocena czy zaistniał spalony i w takich momentach naprawdę trudno rozważać, który to zawodnik, czy to mój znajomy czy nie, bo liczą się ułamki sekund.
 
Piłkarze z naszej ligi, których cenisz ?


Michał Żewłakow –Legia Warszawa – za spokój, opanowanie i profesjonalne podejście
Łukasz Trałka – Lech Poznań – za bycie sobą, nie szukanie niczego na siłę
Kamil Kosowski – GKS Bełchatów – swoje w życiu wygrał, a pozostał normalny, z trzeźwym spojrzeniem na rzeczywistość
Tomasz Frankowski – Jagiellonia Białystok – bawi się grą, a przy tym profesjonalista pełną gębą

 
Najwięksi zgrywusi w ekstraklasie ?


Tutaj tylko z opowieści, bo aż takiego kontaktu z zawodnikami nie mamy – Michał Pazdan – Jagiellonia Białystok
 
"Aktorzy" ?


Kiedyś takie miano bez chwili zastanowienia przydzieliłbym Miroslavovi Radović’owi z Legii Warszawa, ale od pewnego czasu znacznie się zmienił. Teraz moimi liderami są Luiz Henriquez – Lech Poznań i Ricardinho – Lechia Gdańsk
 
Po meczu czytasz komentarze na temat Waszej pracy ?


Na początku czytałem często – teraz już prawie w ogóle. Natomiast w przerwie i po meczu z niecierpliwością przeglądam wiadomości od znajomych, którzy oglądali mecz i wyrażają swoje opinie. Wiem, że to zawsze jest szczere i to się dla mnie liczy.

Sędziując mecze Pychowianki, sentymenty musiały iść na bok....Kartki potrafiłeś pokazać ? ;)


Było bardzo ciężko – ale tak jak pisałem wcześniej – prawdziwą cechą profesjonalnego sędziego jest to, że wychodząc na boisko wszystkich traktuje równo.

 
Wojtek ( Kibic Pychowianki, Fan Club Borek ) : "W jakiej lidze chciałby Pan sędziować (oprócz polskiej) , którą ligę uważa Pan za najlepszą w Europie (jeśli chodzi o sędziowanie) i dlaczego?


Biorąc pod uwagę styl sędziowania Tomka Musiała, z którym jeżdżę najczęściej na pewno angielska Premiership. W ogóle styl gry na Wyspach, gdzie nie ma „zawodników płaczków” bardzo mi odpowiada. No i cała otoczka, nieoczekiwane wyniki, media – to jest to. Z uwagi na poziom wyszkolenia technicznego na pewno chciałbym też posędziować drużynom hiszpańskim, szkoda tylko, że są tam na pewno dwa, góra trzy, cztery kluby, które rządzą ligą i rywalizacja jest nudna, a jeśli nie nudna to powtarzalna z roku na rok.
 
Wojtek ( Kibic Pychowianki, Fan Club Borek ) :Którą ligę uważa Pan za najlepszą (piłkarsko) i jakie są Pana ulubione drużyny? Czy, jako sędzia można oglądać mecz jak kibic, tzn zwracając uwagę głównie na futbol, a nie na sędziowanie, czy może sędzia ma tak podzielną uwagę, że jedno drugiemu nie przeszkadza?


Dobry sędzia musi mieć „dobry przegląd boiska” więc i podzielną uwagę [śmiech]. Niestety już tak jest, że jak oglądam mecz to podświadomie, bezwiednie zwracam uwagę na pracę sędziów. Ale to wszystko nie przeszkadza, żeby bawić się i cieszyć podczas oglądania futbolu. Na pewno kibicuję zagranicznym drużynom z polskimi zawodnikami w składzie (Arsenal, Borussia Dortmund), ale staram się nie przywiązywać zbytnio do jednej drużyny – może im kiedyś posędziuję np. w Lidze Mistrzów.

Moją najbardziej ulubioną drużyną oczywiście jest PYCHOWIANKA – jeśli chodzi o barwy klubowe i gadżety – ubrałbym się od stóp do głów.
Najlepsza piłkarsko drużyna? Kompletnej nie znajduję – jeśli chodzi o linię pomocy i siłę ataku– FC Barcelona, ale uważam, że mają słabą defensywę i bramkarza nie na tej klasy zespół. Real ma jak dla mnie świetnego bramkarza, a ostatnio najbardziej mi się podoba defensywa Juventusu.


Pytanie od "Zegara" :
"Powiedz skoro to już mój koniec z piłką (kontuzja), zastanawiam się nad sędziowaniem, mam szansę wbić się do Waszej ekstraklasowej ekipy" ???
Do ekipy masz szansę zawsze się „wbić” [śmiech], ale w sędziowaniu niestety daleko już nie dasz rady dojść. Niestety FIFA I UEFA narzucają dość rygorystyczne normy wieku i chcąc naprawdę coś osiągnąć najlepiej jest teraz zaczynać sędziować w wieku 18 lat. Policz sobie same awanse co rok od C klasy do Ekstraklasy – to jest 9 lat bez potknięcia – a żeby być objętym tzw. programem mentorskim dla talentów przy awansie z 3 do 2 ligi trzeba mieć poniżej 28 lat.
 
Bartosz P. pyta ciut muzycznie...;) "która tańczy dla Ciebie" - ponoć to jeden z Waszych ulubionych utworów ?


Kiedyś tak, ale powiem szczerze, że tak pełno tego utworu wszędzie, że już jest znaczny przesyt. Także żadna dla mnie nie tańczy, a jak zawsze wsparcie i zrozumienie znajduję tylko w ramionach mojej żony ANI.  
 

 
Pytanie od Piotra Mrozka: "Czy piłkarze często wykorzystują sztukę wymuszania rzutów karnych, której nas kiedyś uczyłeś ;) ?, kiedy pojawisz się na Pychowiance ?"


Obecnie bardzo rzadko, bo teraz jest to już obligatoryjna żółta kartka, choć czasami opłaca im się to ryzyko. Dla mnie jeśli zawodnik przechytrzy sędziego i wymusi rzut karny, a sędzia się nabierze to jest w porządku, ale chciałbym, żeby to odbywało się bez żadnych gestykulacji, nadmiernych okrzyków, napaści na sędziego itp. Ale z drugiej strony chciałbym, aby zawodnicy inaczej też reagowali na błędy sędziego i nie robili nie wiadomo jakiej afery np. ze źle pokazanego autu, który ma znikomy wpływ na grę.

Zbieram się na Pychowiankę i zbieram, ale naprawdę w sezonie mi ciężko – obiecuję poprawę.  

 
Tym sposobem wracamy do Pychowianki, śledzisz nasze wyniki ?


Cały czas i na bieżąco – gratuluję formy w tym sezonie i liczę na awans.
 
Masz zapewne kolegów, sędziujących nasze rozgrywki, co sądzą o naszym Klubie ?


Niestety, aż takich wiadomości na bieżąco nie mam, bo coraz mniej znam osobiście chłopaków sędziujących B-klasę. Większość znajomych sędziuje po prostu wyżej.
Ale ogólnie opinie są pozytywne – wszyscy tylko żałują, że PYCHOWIANKA nie ma własnego boiska.

Dziesięciolecie Klubu tuż, tuż...może jakiś mecz z ciekawym rywalem w doborowej obsadzie sędziowskiej ?


Myślę, że ze swojej strony mogę spróbować zorganizować sparing z drużyną nowosądeckiej klasy okręgowej – najtrudniejsza oczywiście byłaby logistyka, ale nie ma rzeczy niemożliwych. W razie takiej potrzeby Prezes może się ze mną kontaktować. Wyższe ligi to już są pieniądze i ciężko jest coś takiego zorganizować.
Jeśli chodzi o obsadę sędziowską – to oczywiście w przypadku braku kolizji z terminami Ekstraklasy – będzie nad wyraz DOBOROWA  

 
Na koniec coś od siebie dla czytelników:


WSZYSCY TRZYMAMY KCIUKI ZA AWANS PYCHO I KONTYNUACJĘ TEJ WSPANIAŁEJ 10-LETNIEJ HISTORII

Dziękuję wszystkim i do zobaczenia na PYCHO

 

P.S. Zachęcamy do wsparcia Sebastiana w ankiecie na najlepszego arbitra. Głosy na Tomasza Musiała, będą równiez mile widziane :)

http://www.sedziapilkarski.pl/oceny/sedzia-i-sedzia-asystent-roku-2012-klasyfikacja/5053
 

Komentarze

autor: Jeż data: 2013-07-18 09:08:50
Siema muszkin, zjedz snickersa. Pozdrawiam cię byku jeśli czytasz!