baner
Nr konta bankowego: 32 1090 1665 0000 0001 3140 2240
Strefa członkowska
2019-05-15 22:27:41 - Pio

"To be, or not to be" Pychowianki to własne boisko. Wywiad z Eugeniuszem Grodeckim

Po wielu latach gry w Pychowiance, trudno wyobrazić sobie życie bez meczów i bez emocji jakie im towarzyszą. Bez treningów, znajomych, rywalizacji i bez całej tej otoczki, jaka by nie była, w realiach A,B czy C-klasowych. Drużynę Pychowianki natomiast trudno wyobrazić sobie bez Pana Eugeniusza Grodeckiego, niezastąpionego kierownika Pycho, który od zawsze pomaga, służy dobrą radą i wspiera nasz Klub.

Niniejszym zapraszam na sporą dawkę wiedzy o Pychowiance i sentymentalną podróż z Panem Gienkiem:
 

Panie Gienku, wszyscy kojarzą Pychowiankę i jej powstanie z 2003 rokiem, a niewiele osób wie, że reaktywowana drużyna nie jest pierwszą Pychowianką w historii:

Pierwsza Pychowianka, którą ja pamiętam to przełom lat 50 i 60. Drużyna grała na boisku koło jednostki wojskowej, szatnia była w szkole podstawowej, skąd zawodnicy wałem, w ramach rozgrzewki?,  przemieszczali się na boisko. Prezesem był pan Kazimierz Śliwa...
Druga Pychowianka działała na przełomie lat 60 i 70. Prezesem był wtedy pan Mieczysław Podstawa. Graliśmy wtedy w klasie „CW”. To wtedy, żeby poprawić warunki zawodników, sami zawodnicy i działacze wybudowali barak, który służył, nie tylko jak szatnia, ale i miejsce spotkań. Również i ta Pychowianka niestety nie przetrwała.
Kolejna, to już era nowożytna, reaktywowana została w 2003 roku. Grupa młodych zapaleńców, żeby zapewnić sobie i kolegom przyjemność grania w piłkę, zawiązała SKS Pychowianka, które działa do tej pory.

Pierwsza Pychowianka była ściśle związana z Pychowicami, jakie wtedy były realia?


Zarówno w latach pierwszej jak i drugiej Pychowianki, panowało duże zainteresowanie drużyną. Na meczach bywały całe rodziny, często, jako że nie było innych zajęć i czas chyba wolniej biegł, odbywały się festyny i potańcówki, które były też jednym ze źródeł pozyskiwania środków. W czasie istnienia drugiej Pychowianki, sporą pomoc okazywała jednostka wojskowa, dając na dojazdy na mecze wyjazdowe środki lokomocji, „Stary” z ławkami czy luksus, jakim był autobus.

Po reaktywacji w 2003, Pychowianka rozgrywała mecze na boisku przy jednostce wojskowej, przy ul. Tynieckiej. Zawsze „dom” Pycho należał do wojska?

Sprawa jest trochę zagmatwana (a może była?). Tu gdzie stoi barak, był to teren gminny i po upadku drugiej Pychowianki, miasto z baraku zrobiło, jak pamiętasz Klub osiedlowy. Połowa terenu boiska i górki służące za trybuny, był to teren prywatny pana Kapusty, a później jego spadkobierców. Połowa boiska to teren wojska.

Jest Pan związany z drużyną emocjonalnie i tylko kataklizm sprawia, że nie ma Pana na meczach:

Z Pychowianką związany byłem zawsze, gdy jako dziecko chodziłem na mecze z Ojcem, również te wyjazdowe, do Przegorzał przez Wisłę czy do Skotnik, Kobierzyna przez Górki Pychowickie. W czasie drugiej Pychowianki fundowałem nagrody dla najlepszych zawodników. Dlatego, gdy usłyszałem od mojego syna Wojtka, który był w grupie założycielskiej, o reaktywowaniu kolejny raz Pychowianki, niezmiernie się ucieszyłem. Od początku jestem związany, pomagając przy przygotowaniu boiska do uzyskania licencji i gry. Drukowałem Gazetki, dostarczałem wodę dla zawodników na mecze. Będąc tak blisko klubu, naturalne wydaje mi się, że dołączyłem do działaczy Pycho, pełniąc ze Zbyszkiem Mastkiem funkcję kierownika drużyny.

Od przeszło 10 lat gramy i trenujemy na wynajmowanych obiektach. Czy społeczność w Pychowicach jeszcze wie o drużynie i czy w jakiś sposób się z nią identyfikuje?

Waśnie ten problem, brak własnego boiska to największy problem Pycho. Gdy drużyna grała w Pychowicach na mecze, nawet w C klasie, przychodziło i 150 kibiców, którzy żyli wydarzeniami. Na wyjazdowe mecze, jeździło i 30 osób. Teraz po tych 10 latach tułania się obcych boiskach, ludzie niekiedy zdziwieni są, że Pychowianka jeszcze istnieje. Nawet wywieszanie plakatów meczowych niewiele dawało, bo wyjazd na mecz to jednak trzeba było jechać na Szablowskiego, na Koronę, do Opatkowic czy tylko na Praską. Pychowianka to jednak powinna grać w Pychowicach, na miejscu. Dlatego ubywa kibiców. Boisko blisko domu, spowodowałoby pewnie, że pokazałoby się więcej chłopaków miejscowych, na mecze których przychodziliby bliscy, koledzy i taka drużyna wzmocniona chętnymi do gry w Pycho, byłaby związana osiedlem.

Czego poza boiskiem brakuje obecnej drużynie?

Na pewno zżycia zawodników w jedną drużynę, gdzie każdy czułby się odpowiedzialny za klub i kolegów. Brak integracji z zespołem. Brak chęci bycia razem na treningach, meczach i poza nimi. Lekkie podejście do obowiązków, na które, podpisując deklarację przynależności do drużyny, wyrazili zgodę. Obecnie są chłopaki, niektórzy bardzo fajni, tworzący kadrę klubu a nie tworzących zespół.

Kiedy entuzjazm związany z powołaniem do życia Pychowianki osłabł, drużyna walczyła o awanse, gdy spadała ligę niżej, zaraz były plany powrotu. Co Pana zdaniem mogłoby być impulsem, który przywróciłby entuzjazm w członkach stowarzyszenia i zawodnikach?

Nie wiem, co trzeba by zrobić, aby z tych chłopaków, którzy są w klubie wykrzesać entuzjazm i zaangażowanie w tym, co chcemy robić, ale marzy mi się, ze do tego dojdzie. Nie tylko zawodnicy obecni, ale również grający wcześniej koledzy, którzy działali w Pycho, stworzą rodzinę Pycho. Pamiętam czasy, gdy entuzjazm po meczach przenosił się na czas po meczu, wspólne świętowanie lub przeżywanie porażki u „Szeryfa”. Sednem takich działań wydaje się nieraz podnoszony BRAK WŁASNEGO BOISKA. Widzimy przecież grając na wyjazdach sytuacje gdzie miejscowe drużyny przy grillu i piwie spędzają trochę czasu, a nie w ciszy się rozstają jak my.

W czerwcu minie 16 lat od reaktywacji Pychowianki, jak Pan ocenia te wszystkie lata, wszystkie dobre i złe strony?

Wszystko co dobre, a jest tego sporo, pochodzi od ludzi związanych z klubem. Olbrzymi entuzjazm kibiców, zwłaszcza, gdy graliśmy u siebie i początkowo na innych boiskach. Entuzjazm i zaangażowanie chłopaków, reaktywujach Pychowiankę z "Siarą i Łukaszem Góreckim tworzącym pierwszy Zarząd.  Olbrzymie zaangażowanie w grę i przywiązania chłopaków grających, zarówno z Pychowic jak z poza, związanych z Pycho więziami koleżeńskimi i w pełni identyfikującymi się z zespołem. Godnym pochwały i uznania jest obecny zarząd z "Kaszą" i "Pio", dzięki nim, ich zaangażowaniu Pycho przetrwało w zawirowaniach trzy lata temu. Główne zło, z którego biorą się inne małe zła to wiele razy już podnoszony, to brak własnego boiska.

Jest Pan uznawany za najlepszego kierownika, dbającego o każdy szczegół. Jakie historie związane z pełnioną funkcją utkwiły Panu w pamięci?

Z tym najlepszym kierownikiem to przesada, staram się wypełniać swoje obowiązki, których się podjąłem najlepiej jak potrafię, poprzednio ze Zbyszkiem Mastkiem, a obecnie sam. Dwóch kierowników to praca z pełnym luksusem, bo przecież istnieją sytuacje zdrowotne lub zawodowe, gdy niemożliwa jest obecność na meczu, to drugi wypełnia obowiązki i nie ma problemu. Jeżeli chodzi o historie, to przykra związana ze zniszczeniem boiska przez dziki, nie mylić z „Dzikim”, a miła to czas wspaniałej gry zespołu i awans do A klasy i związana z tym faktem impreza, w której udział wzięło bardzo dużo mieszkańców Pychowic i takich wydarzeń życzę sobie i kibicom.

Oprócz stanowiska kierownika jest Pan również członkiem zarządu stowarzyszenia. Jakie perspektywy przed drużyną i stowarzyszeniem Pan widzi?

I znowu się powtórzę, bo wokół tego kręci się: „to be or not to be” Pychowianki to własne boisko. Dlatego podstawowym zadaniem zarządu oprócz bieżąco – finansowych spraw, to działanie na rzecz jego uzyskania. Ja wiem, że to jest bardzo trudne, czasami wydaje się wrę niemożliwe do wykonania, ale apeluje do wszystkich, którym Pycho leży na sercu o pomoc w tym działaniu. Lobbowanie wśród mieszkańców Pychowic znanych i tych szeregowych, wśród kolegów i znajomych. Bo integrację i identyfikowanie z klubem można, wydaje mi się, zaszczepić zawodnikom zwłaszcza przy takim trenerze

Zawodników z jakimi cechami charakteru chętnie by Pan widział w drużynie, zarówno nowych, jak i ze starej Pychowianki:
Zaangażowanie, identyfikowanie i oddanie wszystkich sił Pycho na treningach i meczach.

Jedenastka wszechczasów Pychowianki?

Trudno porównywać różne drużyny z różnych okresów, ale spróbujmy.
Bramkarz: Paweł Wolnik,
Obrona: Andrzej "Beka" Florczyk, Michał "Koks" Szczypczyk, Krzysiek Kuzyk,
Pomocnicy i napastnicy: Marcin Wojas, Piotr "Pio" Mrozek, Patryk Król, Mirosław "Wtorek" Poniedziałek, Kamil Piórkowski, Grzesiek Jeleń, Łukasz "Bali" Balicki.
A jeszcze należałoby wymienić Heńka Plebankiewicza, Edka Wożniaka, "Fabera", Marka Pałacha i na początku Pychowianki, "Jaro".
Każda jedenastka z minionego okresu przynosiła radość kibicom, ale niewątpliwie najlepsza sportowo drużyna to ta z lat 2011 – 2014. Przecież wtedy osiągnęliśmy historyczny awans do A klasy a i w pierwszym roku gry w tej klasie osiągnęliśmy bardzo dobry wynik – piąte miejsce.

Dlaczego warto angażować się w projekt Pychowianka Kraków i w jakiej formie może się to przejawiać?

Ja jestem bardzo sentymentalny i tradycjonalista. Ale poważnie, istnienie klubu na terenie osiedla, ale posiadającego własne boisko, pozwoli dzieciom i młodzieży na zajęcia i szkolenie piłkarskie na miejscu. Wyżycie się sportowe. Doważenie dzieci i dojazd młodzieży na zajęcia w inne rejony Krakowa jest uciążliwe i choć pewnie jakaś grupa rodziców na takie zajęcia pociechy dowozi. Poza tym drużyna piłkarska z większą ilością zawodników miejscowych, rozgrywająca mecze w Pychowicach, spowodowałaby wizytę na boisku kibiców, ich kolegów i rodziny, i zapewne integrację mieszkańców

Pytania od kibiców:
Czy tęskni Pan za Jackiem Zegarmistrzem w napadzie?

Tęskni, to za dużo powiedziane, ale Zegar przez wcale nie krótki czas wnosił sporo do Pycho.

Czy widzi Pan opcję powrotu do drużyny dla Jakuba Drożdża?
Wszyscy ci, co chcą zrobić coś dla Pycho, zawodnicy sumiennie grać i trenować, mają w niej miejsce.

 

[p]

Komentarze

autor: Dzidek data: 2019-05-15 22:46:21
Szacunek dla obu Panów!!!